Kulturalnia jest autorskim projektem

Patronaty Kulturalni

Krzyże

2011-09-24


Krzyże

1.
Krzyże – zdecydowanie nie dla mnie one były.
Nie mogąc się zdecydować, czy je nosić na ramieniu, czy pod pachą, podrzucałam je czasem
to tu, to tam.
Potem mogłam biegać już lekko; mogłam podskakiwać, szybować, wirować, unosić się,
klaskać.
Błogosławiłam te dni, kiedy ktoś podchodził i zabierał je ze mnie.
Klęczałam wtedy na ziemi i długo się modliłam.
Pan Bóg mnie nie wysłuchiwał – ciągle przychodziły nowe i ustawiały się w kolejce do
przymiarki.
Moje żmudne usiłowania pozbycia się ich kończyły się długą rozmową, z której niczego nie
wynosiłam, bo nie chciałam się uczyć.

2.
Kiedyś nosiłam krzyż na czyichś ramionach.
Nauczyła mnie tego pewna wędrowna wróżka ze szkiełkiem zamiast oka.

Krzyż, który nosiłeś, był moimi oczami, które płaczą, zimnymi dłońmi tuż przez zaśnięciem,
myślami rozrzuconymi jak niepotrzebne zabawki, kiedy przychodzi lato i słońce i nie
warto bawić się w domu, gdzie jest pełno cieni.
Przyłapywałam cię czasem, jak zbierałeś te myśli, żarłeś łapczywie całe pęki, przygnieciony
krzyżem, czyli tym, że wiedziałeś.
A ja – mała mysz skulona w szufladzie (mój pokój ma pełno szuflad) przestraszona cieniami
na ścianach.
Te cienie były prawdziwe, śmiały się, wyszczerzały zęby, wyciągając ręce, żeby sprawdzić,
czy to ja jestem prawdziwa.

Być może każdy rani już swoim istnieniem siebie i innych.
Nakładamy na siebie nawzajem plątaninę krzyży o różnych barwach, kształtach i rozmiarach
mniej lub bardziej ubliżających sobie.
One zachodzą się jak koła zębate.
Czasami nawet są podobne do siebie i można się dogadać nad wymianą podwójną.
Jednak niektórzy tak się przyzwyczajają, że nie chcą już swojego oddać nawet za cenę trzech
worów złota.

Większość nie prosi o nie. Omija te stojące w kaplicach, chociaż to falsyfikaty.

Prawdziwe krzyże przychodzą tak, żeby nikt nie widział. Mają poduszki na stopach jak koty,
żeby przemykać się bezszelestnie z niego na ciebie i z powrotem.
Ich przystosowania ewolucyjne wynikają z tego, że nikt ich nie chce u siebie i nikt nie czeka
na nie.

3.
Wiedza to krzyż.
Więc czy chcesz wiedzieć cokolwiek?
Twoja wiedza o mnie zależy od twojej niewiedzy.

Dawno temu kazałam ci patrzeć na mnie, kiedy zaglądam w szpary w podłodze i błądzę
dłońmi po zagięciu twoich pleców. Kazałam ci zapisywać każdy wyraz mojej twarzy, a
widziałam – wyrzuciłeś ten notes.
‘Olać to – powiedziałeś. – To jaka jesteś, od tego zależy, co będzie i od tego, czego nie wiem,
to zależy, ile wiem. Wszystko zależy od niczego, a nic musi być potęgą czegoś. Dlatego
wyrzuciłem ten notes – bo nie chcę już wiedzieć niczego o tobie – tak kocham’.

Ale to nic. Nic to. Ja ci sama dałam ogromny, drewniany krzyż.
(Na dnie szuflady siedziała mała skulona mysz).

Wiedziałam, że nie przyjdziesz i nie powiesz – weź go sobie z powrotem; nie chcę twojego
bólu, twojej zgryzoty, przesiąknięcia światem. A przecież nie chciałeś, ale
tylko poszedłeś i zaparzyłeś ciepłej, gorącej herbaty. Ja cię za to kochałam, a
nienawidziłam siebie.

Nigdy się sami nie proście o krzyże, które są wiedzą o cierpieniu i cierpieniem z wiedzy.

Nie powinniśmy o nie zabiegać, ale i nie omijać ludzi w strachu przed prawdami, które noszą
w sercach.

Należy pójść na kompromis; pochylić głowę, kiedy one przychodzą bezszelestnie, na
poduszkach kocich.



zium
***
ja cię dotykam
jak bóg cię dotykam
opuszkami palców
koniuszkiem języka
bo znów jestem taka jak ty
i będę taka już zawsze

kiedy pod twoim żebrem mieszkałam
w czasach gdy nie mogłam ci jeszcze niczego powiedzieć
ani o nic zapytać
bo byłam tobą

ja -
paznokieć
pukiel włosów
szyja

ja -
sama w sobie
przerażona każdym kształtem mego ciała
który by zaprzeczał tobie

ty -
przerażony moim ciałem
że tak szybko mną jest
poza

Perwoorka


Subskrybuj newsletter Kulturalni:

fb