Kulturalnia jest autorskim projektem

Patronaty Kulturalni

Jak odbieramy "Taniec Albatrosa"?

2016-06-10

czyli o spektaklu Teatru Współczesnego waszymi słowami

Obok zdjęcie Marty Bil przed spektaklem, a poniżej wasze recenzje.

„Taniec Albatrosa” – spektakl lekki i zabawny, w sam raz na oderwanie od codziennych obowiązków. W ciekawy sposób obrazuje relacje damsko-męskie, obawę przed samotnością i potrzebę bycia z drugim człowiekiem.
Fabuła jest dość prosta- trójka przyjaciół przeżywających kryzys wieku średniego i próbujących sobie z nim poradzić. Każdy robi to na swój sposób, z czego rodzi się wiele zabawnych scen- komplikacji i perypetii miłosnych. Andrzej Zieliński w roli Thierry’ego- zoologa zafascynowanego gatunkami na wymarciu odgrywa zdecydowanie największą rolę w spektaklu, a na szczególną uwagę zasługuje zatańczony przez aktora taniec albatrosa. Podczas oglądania spektaklu cały czas na ustach widzów widnieje uśmiech. Sytuacje rozgrywane na scenie bywają bliskie nam samym, a do ostatnich chwil zżera ciekawość jak potoczą się dalsze losy bohaterów. Zdecydowanie spektakl godny polecenia, zwłaszcza dla osób szukających produkcji rozrywkowych i relaksacyjnych. Ja bawiłam się super ;)
Aleksandra Pośpiech

Dzięki wygranej w konkursie Kulturalni EMSA miałam przyjemność odwiedzić we wtorek Teatr Współczesny i obejrzeć spektakl 'Taniec albatrosa' w reżyserii Macieja Englerta. Jeśli wcześniej moje nastawienie do sztuk o zabarwieniu komediowym było, powiedzmy, umiarkowanie negatywne, o tyle 'Taniec albatrosa' udowodnił, że zdanie zawsze można zmienić.
Bohaterowie sztuki Gerarda Sibleyrasa to ludzie 'po przejściach'. Pięćdziesięciokilkuletni zoolog Thierry, przechodzący kryzys wieku średniego, który stara się ów kryzys leczyć związkiem z dwudziestodwuletnią dziewczyną ; jego niespełniona uczuciowo siostra Francoise, chcąca rozwieść się z mężem by dowieść sobie i innym swojej buntowniczości ; ich przyjaciel Gilles, trochę nieporadny urzędnik, tkwiący w platonicznym związku z koleżanką z pracy, który pozytywnym nastawieniem stara się maskować swoje narastające frustracje – obserwujemy tę trójkę w trakcie wspólnego weekendu, który spędzają na dyskusjach o życiu, swoich problemach, poglądach, uczuciach. Owej trójce towarzyszy jeszcze dziewczyna Thierry, Judyta, autorka głupawych książeczek do kąpieli dla niemowląt.
Andrzej Zieliński bardzo dobrze odgrywa rolę Thierry – widzimy, jak początkowo cyniczny, zblazowany i dumny z tego, że poderwał młódkę, w miarę rozwoju sytuacji zaczyna przyznawać się do zmęczenia swoją młodą partnerką, jej infantylnym sposobem bycia i towarzyszącą temu wszystkiemu różnicą wieku. Thierry zdaje sobie sprawę z beznadziejności związku z Judytą i uświadamia sobie, że jest zakochany w swojej byłej partnerce, czterdziestoletniej Laurence. Niestety niepowodzenie uczuciowe z Laurence, związek z którą wydaje mu się remedium na jego problemy, sprowadza go z powrotem do pozycji sfrustrowanego, cynicznego mężczyzny w kryzysie. Mężczyzny, który szukając długo wspaniałego tytułu dla swej wielkiej książki o wymieraniu gatunków, nazywa ją po prostu... „Książką o wymieraniu gatunków”.
Bardzo pozytywnym zaskoczeniem była dla mnie Agnieszka Pilaszewska w roli Francoise. Postać Francoise mogłaby przejść niezauważona przy popisowej grze dominującego Andrzeja Zielińskiego, natomiast Agnieszka Pilaszewska sprawiła, że Francoise staje się postacią równorzędną, ciekawą, bardzo zabawną ale jednocześnie niepozbawioną wiarygodności. Kobieta żyjąca w wieloletnim małżeństwie, która regularnie jeździ na 'obozy ciszy', by odnaleźć utracony sens życia, znajduje go w corocznym podejmowaniu decyzji o rozwodzie ; kobieta, która chciałaby być istotą tajemniczą, buntowniczą, niezależną, która nie chce przyjąć do wiadomości, że otoczenie widzi ją jako kobiecą, opiekuńczą, zaangażowaną ; kobieta, która koniec końców, ponownie, nie robi nic.
Myślę jednak, że to Leon Charewicz jako Gilles 'ukradł' show. Świetnie odegrał rolę nieporadnego, dobrodusznego mężczyzny, który tak bardzo pragnie być kochany przez swoją z trudem zdobytą partnerkę, że zgadza się, wbrew sobie, na pozostawanie z nią w platonicznym związku. Tak głęboko ukrywa swoje pragnienia, że sam uwierzył w to, że może być w tym związku bardzo szczęśliwy. Niestety wyprawa na wyspę w poszukiwaniu albatrosów uwalnia w tym bohaterze długo hamowane popędy a partnerka go ostatecznie porzuca. Gilles w interpretacji Leona Charewicza od początku budzi w widzu mieszankę sympatii i pewnego rodzaju politowania, jest to jednak zdecydowanie postać w tym spektaklu najzabawniejsza.
Judyta, którą zagrała Ewa Porębska, to postać najmniej charakterystyczna. Naiwna, dziecinnie usposobiona dwudziestodwulatka, chcąca realizować swoje życiowe ambicje w pisaniu kąpielowych książeczek dla niemowląt, wypada raczej mało barwnie na tle świetnej trójki Zieliński-Pilaszewska-Charewicz. Trzeba jednak przyznać, że Ewa Porębska gra postać najmniej dramatyczną, nieskomplikowaną, 'dodatkową', zdecydowanie zdominowaną przez trójkę głównych bohaterów. Judyta, porzucona przez Thierry, reaguje początkowo dość emocjonalnie, ale już po chwili znika, przechodząc nad tym zdarzeniem do porządku dziennego. A widz bardzo szybko o niej zapomina. Podczas spektaklu odbiorca ma szansę docenić, oprócz dobrej gry aktorskiej, smaczki zawarte w sztuce Gerarda Sibleyrasa. Niezwykle aktualny zdaje się motyw manifestacji na rzecz szerzenia idei pokoju, na którą każdy z bohaterów wybiera się z innych pobudek, niekoniecznie związanych z ideą światowego pokoju.
Wszystko podane jest przez Macieja Englerta w sposób lekki, zabawny, nie nużący. Widz ma zarówno szansę porządnie się uśmiać, jak i jest prowokowany do przemyśleń – Thierry, Francoise i Gilles to postaci jednocześnie zabawne i skomplikowane, komediowe i dramatyczne, proste i nieoczywiste. Spektakl 'Taniec albatrosa' jest idealnym pomysłem na wieczór dla widza spragnionego dobrej zabawy. Jest to również świetna okazja, by tak jak w moim przypadku, zmienić dotąd mało optymistyczne nastawienie do spektakli komediowych. To po prostu niezwykle przyjemnie spędzony wieczór. EMSA Kulturalnia – dziękuję!
Katarzyna Dudkowska


Subskrybuj newsletter Kulturalni:

fb